Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Można już zamawiać książkę „W obronie Krzyżą”’ Category

Jak napisałem w poprzednim wpisie w książce znalazło się osiem stron więcej znalazły się tam relacje za okres 7 października – 30 października (dotyczące zatem, miedzy innymi umieszczenia w szpitalu psychiatrycznym Norberta Kubickiego) oraz następujące podsumowanie:

Podsumowanie

Wypowiedź Lidii spod Krzyża, która zawiera odpowiedzi na wiele pytań

Od 2 tygodni choruję i chyba dopiero teraz doceniam tamte noce i dnie spędzone na modlitwie pod krzyżem. Po pierwsze widzę, że samemu naprawdę ciężko zmobilizować się do „porządnej” modlitwy, choćby do tego, by skutecznie odgonić rozproszenia, skupić myśli, które uciekają w różne strony… Mimo uciążliwości jaką niesie choroba, siedzenie w ciepłym mieszkaniu (nawet przebywanie w łóżku), w atmosferze względnego bezpieczeństwa i wygodzie, bardzo osłabia wolę. Tego doświadczam i czekam już z utęsknieniem kiedy będę mogła na nowo stanąć w szeregach dzielnych „obrońców” z różańcem w ręku. Słuchając audycji w RM, w której kilka osób wspominało swoje „początki” oraz motywy przychodzenia pod krzyż, zaczęłam zastanawiać się jak to było w moim przypadku. Pamiętam – zwłaszcza na początku swój lęk. Bałam się i było mi bardzo wstyd z tego powodu. Bałam się widząc że ani ja ani żadna z tych osób, które tu stoją nie mają żadnej ochrony ani ze strony policji, ani służb miejskich, ani w razie czego – ze strony prokuratury… Kiedy wspomnę „typy’, które kręciły się między modlącymi, do dziś czuję ciarki po plecach: wygląd zewnętrzny, postawy oraz zachowanie tych ludzi przypominał mi ponure czasy bezprawia ZOMO w PRL-u. Nie raz, kiedy wracałam do domu po modlitwie – jeszcze na przełomie lipca i sierpnia, jakiś „cień” odprowadzał mnie prawie pod drzwi, idąc w „bezpiecznej odległości”, od czasu do czasu robiąc zdjęcia, kiedy zaś się odwracałam, udawał, że idzie w zupełnie inną stronę. Innym razem słyszałam pogróżki z ust samych mundurowych – tak, z ust umundurowanych żołnierzy pilnujących pałacu, którzy syczeli na mnie, gdy układałam przyniesione przez ludzi kwiaty… Bałam się także band satanistów. Nie mówię tu o młodzieży, która kręciła się przy nas sama nie wiedząc po co, a próbując nas przestraszyć swoim strojem, makijażem lub przekleństwami. myślę – i pamiętam zorganizowane grupy ludzi w różnym wieku, wcale nie najmłodszych, świadomie zorganizowanych w grupy wyznawców szatana. Karki, ramiona mieli wytatuowane pentagramami i swastykami, nosili koszulki z wizerunkami płonących trupich czaszek, nosy, uszy i wargi mieli zaś podziurawione i przetkane emblematami szatana. Grupy te przynosiły czarno-biały sztandar – parodiujący sztandary niesione w procesji kościelnej, na którym przedstawiony był szatan depcący głowę Archanioła Michała. I te ich okrzyki – równe, tubalne, straszne, profanujące wszystkie świętości wiary katolickiej – od okrzyków: „Kaczyński na krzyż”, przez „Precz z krzyżem”, po „krzyż do d…, spieprzaj z krzyżem” i inne tak niewybredne i bluźniercze, że włosy jeżyły się na głowie, czego ci ludzie się nie boją… W czasie wakacyjnych upałów, pod krzyżem gromadziły się tłumy tych ludzi tak, by było ich co najmniej 2 razy więcej, niż nas. Fakt, że oprócz alkoholu, musieli oni brać jeszcze coś, był niezaprzeczalny, nikt bowiem nie byłby w stanie wytrzymać non-stop całą noc utrzymując taką jasność umysłu, podniesiony nastrój i inteligentny dobór argumentów. A tym właśnie charakteryzowali się nasi przeciwnicy, którym na prawdę trudno było dotrzymać kroku w rozmowie. Prócz tego charakteryzowali się nieustępliwą napastliwością i zupełnym brakiem kultury. Bez żenady, przepychając się niegrzecznie, rozrywali krąg modlitewny, wyzywając pierwszą napotkaną osobę na burzliwą dyskusję, w której ze wszystkich sił starali się jej udowodnić jej niższość i zupełną głupotę.
Ale nie samo to było źródłem mojego lęku. bałam się konsekwencji – subtelnych, cichych, które zastaną mnie nieprzygotowaną i najbardziej newralgicznym momencie uderzą z taką siła, że mnie powalą zupełnie. Praca, rodzina, przyjaciele… Cóż, jeśli tak postąpili z prezydentem to czego mogę spodziewać się ja – zwykły zjadacz chleba, za którym nikt się nie wstawi…? A przecież żyć trzeba.
Wiele czasu zajęło mi zmaganie się z tym lękiem. Przyznam, że kiedy kładłam pod krzyżem wykaligrafowane słowa ks. Popiełuszki: „Zasadniczą sprawą przy wyzwoleniu człowieka i narodu jest przezwyciężenie lęku. Lęk rodzi się z zagrożenia. Lękamy się, że grozi nam cierpienie, utrata jakiegoś dobra, utrata wolności, zdrowia czy stanowiska. I wtedy działamy wbrew sumieniu, które jest miernikiem prawdy. Jeżeli prawda będzie dla nas wartością, dla której warto cierpieć, warto ponosić ryzyko, to wtedy przezwyciężymy lęk, który jest bezpośrednią przyczyną naszego zniewolenia” – to łzy ciekły mi po policzkach, widząc, jak bardzo w pierwszym rzędzie do mnie samej… Pamiętam, jak rozmawiałam z przyjaciółmi i pytałam ich, czy to jest uczciwe, że ja się boję, że nie idę „na całego,” ale ostrożnie, unikając konfrontacji, ujawniania się, narażania siebie… Czy jest to uczciwe wobec Polski, wobec tego, co się stało 10 kwietnia, o co trzeba się teraz upomnieć i walczyć. No i co będzie potem, kiedy sytuacja się zaostrzy, a mi wówczas zabraknie sił, odwagi i konsekwencji? Gryzłam się tym dylematem i czułam się wewnętrznie bardzo mizernie. Ale postanowiłam sobie, że choć jestem wewnętrznym tchórzem (nogi nieraz pod krzyżem dosłownie dygotały mi ze strachu), to jedno mogę zrobić – uparcie tu wracać. Jeśli nie stać mnie na to, by bić się z otwartą przyłbicą, to przynajmniej będę walczyć robiąc co do mnie należy z konsekwencją i uporem.
Tego wszystkiego jednak (a dokładnie tego minimum) nie dokonałabym bez łaski, jakie niosła ze sobą wspólna modlitwa pod krzyżem. I pod tym względem moje ostatnie lata życia mogę podzielić na okres przed katastrofy i po katastrofie. W miarę upływu czasu, od kiedy dane mi jest modlić się pod krzyżem, widzę, że ta modlitwa pojawiła się – jak by to powiedzieć – w ostatniej chwili dla mojego osobistego nawrócenia. Właściwie zdałam sobie z tego sprawę klęcząc pewnej nocy wraz z dwiema kobietami przy płonących zniczach ustawionych przed krzyżem. Było to chyba w lipcu. Przeciw nam było co najmniej 100 przeciwników zorganizowanych w satanistyczne hordy. Byli tak rozgorzali, źli i agresywni, że w każdej chwili gotowi skoczyć nam do oczu i dosłownie rozszarpać na kawałki. Jednocześnie, nasza jedyna broń – modlitwa, najbardziej ich drażniła i złościła. Od czasu do czasu spoglądałam na twarz mojej towarzyszki i widząc łzy w jej oczach, szeptałam do niej gorączkowo: „niech pani nie płacze – módlmy się!”. I modliłyśmy się do rana, ani razu nie wstając z kolan. Tej nocy doświadczyłam dwóch rzeczy; pierwsze było moje odkrycie, że ja, wychowana w Kościele, należąca do pokolenia JP2, nie pamiętam tajemnic światła różańca świętego! A więc jest to alarm do mojego nawrócenia, ostatni moment by zacząć naprawdę się modlić, by obudzić się – jak to pięknie ktoś napisać na transparencie „Obudź się, Polsko!”. Drugie doświadczenie wynikło z sytuacji, w jakiej znalazłam się wraz z moimi dwiema towarzyszkami. Im trudniejsza wydawała się sytuacja, im groźniejsze stawały się ataki prowokatorów, tym bardziej widziałyśmy, że jedynym ratunkiem jest modlitwa, Bóg! I to doświadczenie stało się dla mnie osobiście szansą wewnętrznej osnowy, ponownego odkrycia, nie tylko konieczności zwrócenia się do Boga, ale także doświadczenia, że na Niego można niezawodnie liczyć. Potrzebne było mi to doświadczenie, właściwie od tego momentu zaczęłam doświadczać skuteczności wołania do Boga i cudów, które On w swej dobroci szczodrze mnie zasypywał. Patrząc na roziskrzone oczy, zaciśnięte pięści i pałające agresją twarze, widziałam ze zdumieniem, że dopóki nie przestaję odmawiać różańca, nie czuję lęku. Mimo, iż ludzie ci byli może metr, półtora metra ode mnie, modlitwa tworzyła jakby niewidzialny mur, za którym czułam się bezpiecznie, ba, nawet mogłam się uśmiechnąć, jak dziecko na rękach ojca, które przygląda się lwom igrającym za kratkami.
Każdy trud związany z przyjściem pod duchowy krzyż, zniesieniem zimna przez te 30 minut, wytrzymaniem prowokacji krzykaczy jest dla mnie potrzebnym warunkiem do tego, by moja modlitwa była autentyczna, płynęła z potrzeby serca, by to serce odczuło potrzebę także dotkliwie na sobie.
Na koniec jeszcze jedna refleksja – jeszcze parę dni temu rozmawiałam z moja serdeczną przyjaciółką o smutnych wydarzeniach jakie ostatnio dotykają, wręcz targają Polską. Dramatyczne informacje o śp. Prezydencie, który – jak donosi Gazeta Polska, leżał kilkanaście godzin po katastrofie odarty z ubrania na błocie, zamach i zabójstwo członka PIS-u w Łodzi, wyprzedaż dóbr kraju… – wszystkie te wydarzenia są tak trudne i bolesne, że człowiek nie jest w stanie tego ciężaru unieść. Rozważając to wszystko doszłyśmy do wniosku, że tylko wiara może być dostatecznym gruntem dla przyjęcia prawdy, również tej najgorszej prawdy o tym, co dzieje się w Polsce i z Polską. Istotnie, gdyby nie wspólny różaniec, podczas którego można oddać Bogu cały ten ciężar, a jednocześnie, który jest jedyną formą naszego sprzeciwu, walki, niezgody na tę rzeczywistość – jestem w stanie utrzymać równowagę ducha. Czemu wspominam przy tej refleksji przyjaciółkę…? Bo w czwartek odeszła do Domu Ojca, uznałam więc, że warto upamiętnić jej ostatnie słowa, tak aktualne, wypowiedziane jeszcze tu, na Ziemi…

Stanisław Krajski – I co dalej?

To „I co dalej?” nie dotyczy tylko kwestii obrony Krzyża, jej dalszych losów, dalszych losów Obrońców Krzyża.
To „I co dalej?” dotyczy przede wszystkim Polski, polskiego Kościoła, narodu polskiego, Polaków, nas wszystkich.
Ktoś się zapytał mnie: dlaczego ten „modlitewny maraton”, ten „wybuch modlitwy” ta „modlitewna krucjata” ma miejsce pod Pałacem Prezydenckim?
Moja odpowiedź na to pytanie udzielona zdecydowanie i bez wątpliwości jest następująca: bo Bóg tak chciał. I nie należy doszukiwać się tu czegokolwiek innego. Tu chodzi o Polskę, o jej teraźniejszość, ale przede wszystkim o jej przyszłość.
Nie wiem co będzie z obroną Krzyża na Krakowskim Przedmieściu i z Obrońcami Krzyża. Być może to wszystko wygaśnie i zaniknie. Początek jednak, przykład i wzór zostały dane. Zebrane zostały cenne doświadczenia, popełnione błędy, których nie będzie się już chyba popełniać w przyszłości.
Wiemy jak ma wyglądać nasza walka o Polskę i wiemy, że taka walka może być skuteczna, aż do zwycięstwa. Wiemy, że potrzebna nam jest Nowa Konfederacja Barska i powinniśmy wiedzieć, że będzie ona, jeśli ma mieć sens i ma doprowadzić do zwycięstwa, modlitewna.
Nie dziś to jutro musimy wyjść z różańcami na ulice polskich miast i zwyciężyć zło modlitwą, odwagą, determinacją, świadectwem wiary i polskości i tą modlitwą zbudować fundamenty Polski, która będzie Polską w pełni i do końca, Polską, która ze swojej istoty jest Królestwem Matki Bożej. Nie widać innej drogi. Nie ma innej drogi.
Polacy odważcie się być sobą! Obudź się Polsko!
Jeśli się nie obudzisz z różańcem w ręku, jeśli nie pokażesz swojej duchowej siły i swoje determinacji, wiary i nadziei, swojej miłości i wierności, na wiele lat czeka nas wielka, w tym ta najstraszliwsza – intelektualna, moralna i duchowa, niewola.

Reklamy

Read Full Post »

Ukazało się drugie wydanie, a w zasadzie II rzut (bo pod tym samym numerem ISBN książki). Niektóre księgarnie sprzedają jeszcze starą wersję, niektóre już nową.

W książce pojawiło się kilkanaście zmian.
Oto niektóre z nich:
Na pierwszej stronie tytułowej pojawił się tekst:
Ta książka ukazuje tylko niewielką cząstkę prawdy o tym co działo się pod Pałacem Prezydenckim w dniach 10.IV-1.XI 2010 r. Opowiada o wydarzeniach. Obrońcy Krzyża są w niej tylko wspomniani i to nie wszyscy. Ci ludzie – bohaterowie tych dni wymagają oddzielnego opracowania, które, miejmy nadzieję, kiedyś powstanie. Wielu z nich było pod Krzyżem od początku, inni dochodzili, najwięcej w lipcu i w sierpniu. Byli tacy, którzy byli tam obecni dzień i noc, miesiącami, których wkład w Obronę Krzyża nie da się przecenić. Nie możemy o nich zapomnieć i należy im się podziękowanie od nas wszystkich za ich zaangażowanie i cierpienie, za to, że, również w naszym imieniu, manifestują, iż Polska jest jeszcze żywa, że budzi się, że możemy z nadzieją patrzeć w jutro, za to, że fundamenty tego jutra budują.

Na końcu wstępu pojawił się tekst:

Gdy książka ukazała się drukiem (I rzut) pierwsze jej egzemplarze podarowałem Obrońcom Krzyża. Ks. Jacek wręczał je im uroczyście pod Pałacem Prezydenckim. Wcześniej i później prosiłem za pośrednictwem Ks. Jacka, Darka Wernickiego i Mirki o uwagi krytyczne pod adresem książki, o te informacje, których czyimś zdaniem zabrało lub o wskazanie błędów. Reakcja na te moje prośby była nikła, ale była. Wszystkie zgłoszone, konkretne uwagi uwzględniłem dokonując w książce stosownych korekt. I oto macie Państwo w ręku egzemplarz książki z II jej rzutu, który te korekty zawiera.

Pojawiły się poprawione wersje niektórych notek biograficznych. Oto one w nowej postaci:

Andrzej

Przyjechał 10 kwietnia do Polski z Włoch, gdzie prowadzi (wraz ze wspólnikami) przedsiębiorstwo. Został pod Krzyżem. Był codziennie. Był we wszystkich kluczowych momentach. Powiedział, że wróci do Włoch „jak prawda zwycięży”. To za jego sprawą Obrońcy Krzyża mogli słuchać bezpośrednich transmisji z Apelu Jasnogórskiego z Jasnej Góry, wielu pieśni, przemówień biskupów, audycji z Radia Maryja. To on poprzez te nagrania i swoje wystąpienia podtrzymywał na duchu Obrońców Krzyża i dawał im siły na przyszłość. Stale obecny, odważny, zaangażowany bez reszty zapisał się złotymi zgłoskami w historii obrony Krzyża na Krakowskim Przedmieściu

Burzyńska Joanna

Bardzo aktywna do 3 sierpnia. Potem pojawiała się sporadycznie, szczególnie w dni, w które coś się działo. Wystąpiła w „Rozmowach niedokończonych” w Radiu Maryja jako reprezentant Komitetu Obrony Krzyża. Częściej zaczęła przychodzić już po usunięciu Krzyża. Dużo pisała o niej prasa i często pokazywano ją w telewizji. To ona przywiązała się do Krzyża w dniu 3 sierpnia. Często też przemawiała przez megafon. Media nazywały ja Joanną od Krzyża. Pod Krzyżem odniosła wiele obrażeń. W ich wyniku ma kłopoty z poruszaniem ręką.
Ela

Jest pod Krzyżem od 10 kwietnia. Stała i modliła się po całych dniach i nocach, wielokrotnie po trzydzieści i czterdzieści godzin. Narażano była na ataki przeciwników podczas wielu całonocnych dyżurów… Broniła własnym ciałem zniczy, Krzyży, obrazów. To jedna z osób najbardziej odważnych, heroicznych i zaangażowanych w sprawę. Przebojowa, bezkompromisowa, wytrwała i nieugięta. Chodzi o kulach. Ma dwie dorosłe córki. Jej zaangażowanie w sprawę Krzyża bardzo przezywał jej ukochany wnuczek.

Kaczanów Włodzimierz

Ma sześćdziesiąt kilka lat. Jest pod Krzyżem od lipca, każdego dnia, we wszystkich kluczowych momentach. Przynajmniej od 3 sierpnia jest każdej nocy.
Mówi o sobie, że jest doktorem filozofii, że ostatnie 20 lat spędził głównie w Rosji i innych krajach byłego Związku Sowieckiego, że walczył z Rosjanami w różnych armiach, między innymi w Groźnym, że prowadził działalność gospodarczą, naukową, wykładową. Wydalony z Białorusi do Polski w 2008 roku. Nocami bronił modlących się przez atakami przeciwników. Często odważnie zatrzymywał te ataki podejmując z nimi rozmowy i próbując ich ewangelizować.

Matyjasek Dariusz

Lat 26. „Przyjechał z Łukowa. Ukończył szkołę specjalną. Nie może znaleźć pracy. – Będę bronił wszystkich Krzyży w całej Polsce – deklaruje chłopak. Sam przywiózł dwa, które leżą obok kwiatów i zniczy” (cytat z: http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/poznaj-obroncow-krzyza-zdjecia_148955.html).
Inni Obrońcy Krzyża mówią o nim: „Dużo się modlił. Bardzo aktywny do 3 sierpnia. Od 3 sierpnia nikt go, z tych osób, z którymi rozmawiałem, długo nie widział. Pojawił się znowu w grupie modlitewnej po usunięciu Krzyża. Wystąpił w „Rozmowach niekończonych” w Radio Maryja jako Obrońca Krzyża i członek Społecznego Komitetu Obrony Krzyża. Zaczął znowu pojawiać się w miejscu modlitwy po usunięciu Krzyża. Aresztowano go w Siedlcach i przetrzymano bezpodstawnie areszcie przez cała noc.

Ryszard
Przedsiębiorca z warszawskiej Pragi. Mąż i ojciec sporej gromadki. Jest codziennie. Był podczas wielu nocy. Często prowadzi modlitwy. Łatwo go rozpoznać: na jednej ręce ma biała rękawiczkę, na piersi często orła i Krzyż. Inni obrońcy Krzyża mówią o nim, że jest bardzo uduchowiony.

Teresa

Jest od 10 kwietnia w dzień i w nocy. Bardzo zaangażowana, odważna, heroiczna.

Pojawiły się nowe notki biograficzne, np.:

Jola z Paryża

Była wraz z delegacją z regionu paryskiego kilkakrotnie pod Krzyżem. Spędziła wiele dni i nocy na modlitwie, między innymi 3i 4 orz noc z 3 na 4 sierpnia, 56, 9/10 sierpnia oraz 9, 10, 11 października
(informacja z Rozmów Niedokończonych w Radiu Maryja z dnia 24.10.2010)

Pojawiła się też notka biograficzna Joli z Płocka.
Do książki dodałem na koniec 8 stron, kolejne relacje i zakończenie, ale to już w następnym wpisie.

Read Full Post »

20 października ukaże się książka pt. „W obronie Krzyża” (red. Maria Kominek OPs i Stanisław Krajski), stron 208. Zamówienia można złożyć na stronie: krajski.com.pl
okładka
Spis treści:
Stanisław Krajski – Wprowadzenie
Stanisław Krajski – Trzeba zrozumieć to, co się stało
Obrońcy Krzyża – Podziękowanie dla Kapłanów
Część I – Wydarzenia – opracowanie: Stanisław Krajski
Chronologia wydarzeń
Historia Jana Kossakowskiego
Część II – Refleksja, komentarze, argumenty
Stanisław Krajski, Tu chodzi o Krzyż i Polskę
Maria Kominek OPs, Znak, któremu sprzeciwiać się będą
Stanisław Krajski, Dlaczego jesteśmy zobowiązani stanąć w obronie Krzyża stojącego pod Pałacem Prezydenckim?
Stanisław Krajski, Jak długo Krzyż powinien stać pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie?
Maria Kominek OPS, Pod osłoną nocy
Michał Krajski, Do czego nawołuje Krzyż?
Stanisław Krajski, Najprostsze rozwiązanie problemu
Maria Kominek OPs, Czas nowych bezbożników
Stanisław Krajski, Szatana słychać śmiech
Maria Kominek OPs, Polskie Krzyże
Stanisław Krajski, Święto nienawiści
Maria Kominek OPs, Krzyże chciane i niechciane
Stanisław Krajski, Wezwijmy Matkę Bożą na pomoc
Stanisław Krajski, Trzeba oddzielić sprawę Krzyża od sprawy pomnika
Stanisław Krajski, Dlaczego ten Krzyż tak długo stał po 3 sierpnia?
Michał Krajski odpowiada młodemu zagubionemu człowiekowi
Maria Kominek OPs, Odpowiedź na niepublikowane komentarze
Maria Kominek OPs, O Krzyżu wywyższonym i poniżonym
Z rozważań ks. Jacka Bałemby SDB – wyboru dokonała Maria Kominek OPs
Część III – Ludzie spod Krzyża
Część IV – Świadectwa, słowa wsparcia i otuchy, owoce
Część V – Relacje świadków

Read Full Post »